O autorze
Urodziłam się w kwitnącym socjalizmie, wyjechałam z Polski jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego, a teraz mieszkam w dwóch kapitalistycznych krajach, po obu stronach Odry. Ze studiów, które skończyłam za najbardziej kształcącą uważam realizację w Szkole Filmowej w Łodzi.Jestem berlińską warszawianką albo warszawską berlinianką. Po ponad 20 latach w zagranicą widzę świat, Europę, a szczególnie Polskę i Niemcy z perspektywy luki „rozdartej sosny”. Koncentrowałam się na tematach kulturalnych i turystycznych, żeby omijać polityczne, na które mam często zupełnie inne zdanie niż prasa polska czy niemiecka. Dlatego redagowałam gazetę o turystyce polskiej po niemiecku – „Polen News” i pracowałam w Centrum Sztuki Współczesnej – Haus der Kulturen der Welt, w Berlinie.

Inwazja polskiego dizajnu na Berlin – TYPOTALKS w „Ciężarnej ostrydze”, DMY na lotnisku Tempelhof i Illustrative w Domu

maj – czerwiec 2013

Inwazja polskiego dizajnu na Berlin – TYPOTALKS w „Ciężarnej ostrydze”.
DMY na lotnisku Tempelhof i Illustrative w Domu Dyrektorów przy Alexanderplatz




maj – czerwiec 2013

TYPOTALKS to jedna z największych konferencji, poświęconych kulturze wizualnej i grafice użytkowej. Najlepsi na świecie designerzy wychodzą zza ekranów swoich komputerów – po to, żeby się spotkać i porozmawiać bezpośrednio z „kolegami po fachu” z zagranicy. Okazuje się, że kontakty osobiste, na szczęście, są jeszcze potrzebne we współczesnym świecie – z coraz bardziej zdominowanym życiem wirtualnym. Naukowcy odkryli, że w trakcie bezpośredniej rozmowy pomiędzy ludźmi powstają podświadome połączenia energetyczne, wywołujące nowe impulsy. Nie dzieje się tak, kiedy rozmawiamy ze sobą na przykład na Skypie.

TYPOTALKS od 1995 roku odbywa się regularnie na zmianę w Berlinie, Londynie i San Francisco. Na tegorocznym TYPO 1500 zarejestrowanych oficjalnie uczestników z 35 krajów, a w tym 450 studentów, 80 rzeczników prasowych i 70 dziennikarzy dyskutowało przez trzy dni o współczesnym dizajnie w Domu Kultur Świata w Berlinie, nazwanym potocznie przez berlińczyków „ciężarną ostrygą“ – z uwagi na charakterystyczny, paraboliczny kształt dachu. Jednym słowem, była to odpowiednia impreza w odpowiednim miejscu, bo HKW znajduje się w samym centrum Berlina, w parku Tiergarten, położonym pomiędzy siedzibą prezydenta – Pałacem Bellvue a siedzibą kanclerza, ze względu na jej niewybredny wygląd zwaną „pralką”.

Haus der Kulturen der Welt (Dom Kultur Świata) to multidyscyplinarne centrum, prezentujące współczesną sztukę pozaeuropejską. Wcześniej budynek nosił nazwę Kongresshalle (Hala Kongresowa) i był w 1957 roku podarunkiem od Stanów Zjednoczonych dla stolicy Niemiec. Pomimo że uległ zniszczeniu, został odbudowany w stylu lat 60-tych. Niemcy potrafią docenić swoją przeszłość architektoniczną, nie tak jak Polacy, którzy w wszystkich wolnych przestrzeniach Warszawy powstawiali tanie a wielkie szklane domy. Wyburzyli najpiękniejszy obiekt epoki socrealizmu – słynne kino „Moskwa”, które dzisiaj byłoby hitem dla zwiedzających z Zachodu. W Berlinie do tej pory działa z dużym sukcesem kino „Kosmos” (odpowiednik „zmultipleksowanej” naszej „Moskwy”).

Wprawdzie nie udało nam się zachować miejsc pamięci socrealistycznego dizajanu, ale udało się w tym roku przebić z polskim dizjanem w Berlinie. Po raz pierwszy w programie wystąpili Polacy jako mocna reprezentacja naszego kraju i siebie samych, jako reprezentacja osobowości artystycznych. Kuratorem polskiego dnia był Rene Wawrzkiewicz i chwała mu wielka za to, że podjął się trudu konsolidacji środowiska polskich dizajnerow, bo bez zbiorowej pracy u podstaw polski dizajn nie ma szansy zaistnieć na rynkach światowych.

Polscy projektanci przestali już kopiować globalne wzorce z Zachodu, zamiast tego ciekawie mieszają tradycję lat dwudziestych z kulturą komunizmu. Wawrzkiewcz tak ułożył program, aby każdy, kto jeszcze nigdy nie dotknął polskiego dizajnu, mógł dostrzec cienie jego przeszłości i blaski przyszłości. Grzegorz Laszuk za pomocą elektronicznego koncertu opowiedział, jak zabił polski plakat i dlaczego wszystko w projektowaniu jest związane z liczbami 7-13-22. Justyna Burzyńska i Maciej Lebiedowicz (PanTuNieStał) opowiedzieli jak z bloga o PRL-u o zrobić najbardziej kultową alternatywną markę odzieżową w Polsce. Agata Szydłowska odpowiedziała na pytanie, czy polscy dizajnerzy to bardziej lokalni patrioci, czy globalni hipsterzy. Aleksandra i Daniel Mizielińscy z Hipopotam Studio wyjaśnili, jak zrobić książkę, font, grę komputerową i międzynarodowy hit wydawniczy w jednym. Honza Zamojski za pomocą diaskopu nakreślił zasady tworzenia wydawnictwa artystycznego, a Marian Misiak wytłumaczył, dlaczego najlepsze polskie kroje pism powstały w latach 70. i udowodnił, że są to fonty znaków drogowych i filmów science-fiction. Jednym słowem dizjanerzy z całego świata dostali polski dizjan, gotowy do spożycia wprost na talerzu.

Szczerze podziwiam Warzkiewicza, który był współzałożycielem Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej i stara się Polakom wytłumaczyć, że sztuka użytkowa jest dla wszystkich dostępna wszędzie i codziennie z racji swojej nazwy, a do tego próbuje zwrócić uwagę zagranicy na polski dizajn. Zadanie nie jest łatwe, ponieważ polscy dizajnerzy nie do końca chcą być postrzegani poprzez kraj ich pochodzenia. Aleksandra i Daniel Mizielińscy podkreślali, że ich książki były tłumaczone na 30 języków i nikt nigdy nie pytał ich o narodowość, bo narodowość to przeżytek. Tymczasem Niemcy potrafią się świetnie organizować i dzięki temu mają o wiele większą siłę przebicia, zarówno we własnym kraju jako grupa zawodowa, a także za granicą – jako marka swojego państwa. Pierwszym stoiskiem, które zobaczyłam, był network niemieckich dizajnerów – Allianz Deutscher Designer – www.agd.de , a drugim BGD – Berufsverband der Kommunikationsdesigner – www.bgd-designer.de, czyli związek zawodowy dizajnerów komunikacji!

Samo pojęcie dizajnera komunikacji jest jeszcze w Polsce mało znane, a co dopiero związek zawodowy grupy ludzi, zajmujących się tym profesjonalnie. W rozmowie z jego prezesem okazało się, że niestety z niczym nie kojarzył sobie polskiego dizajnu, poza interesującą starą szkołą plakatu. Z tego wynika, że zbiorowy atak nowego polskiego dizajnu w Berlinie był wręcz niezbędny, aby nasi współcześni projektanci mogli udowodnić, że historia naszej sztuki użytkowej nie skończyła się na polskiej szkole plakatu.

Od wczoraj – 5 czerwca Polacy znowu opanowują Berlin, a dokładnie hale byłego lotniska Tempelhof, gdzie odbywa się festiwal DMY. Prezentuje się na nim ponad 700 wystawców z ponad 30 krajów, a powierzchnia wystawowa ma „tylko” 14.000 metrów kwadratowych powierzchni. Niemcy potrafią nawet „wygasłe” lotnisko ciekawie spożytkować. Z inicjatywy Polish Design Focus i Polskiego Instytutu Kultury w Berlinie kilkunastu przedstawicieli polskiego wzornictwa przemysłowego udowodnia, że nasi projektanci są kreatywni, innowacyjni i oryginalni. Wystawę Design Alive Awards z Polakami w roli głównej będzie można oglądać do 9 czerwca.

Kolejne natarcie polskiego dizajnu w Berlinie to odbywający się tutaj w czerwcu jedyny przekrojowy międzynarodowy festiwal ilustracji w Europie – ILLUSTRATIVE. W tym roku Polska jest jego gościem honorowym. W ramach Polish Illustration Focus , na wystawie w Direktorenhaus przy Alexanderplatz, zatytułowanej WHERE I COME FROM, berlińczycy obejrzą prace ponad 30 artystów z naszego kraju. Kuratorkami polskiej wystawy ilustracji na ILLUSTRATIVE 2013 są Agata Nowicka oraz Maria Zaleska, a nad wszystkim szczęśliwie panuje Rene Wawrzkiewicz. Avanti polscy projektanci!
Trwa ładowanie komentarzy...